Jak uzyskać polski IBAN w Revolut?

2
COM

 Krótko i na temat. 

    Pierwsza, chyba najważniejsza rzecz, o której mało kto wie - JEŚLI WERYFIKOWAŁEŚ KONTO PRZY POMOCY INNEGO DOKUMENTU, NIŻ DOWÓD TOŻSAMOŚCI, TO NIE DOSTANIESZ POLSKIEGO IBAN. To jakaś kwestia regulacji prawnych. Rozwiązaniem będzie aktualizacja danych i przesłanie skanu dowodu osobistego.

    Jeśli powyższy akapit mamy za sobą, a dalej nie dostaliśmy polskiego numeru rachunku w Revolut, to można poczekać tydzień lub dwa. Jeśli to nie przyniosło skutku to mamy dwie możliwości:

1. Wykupienie wyższego planu, np. Premium. Użytkownicy wyższych planów mają w pierwszej kolejności nadawane polskie numery IBAN w Revolut. Tutaj zaznaczę, że mamy 14 dni na odstąpienie od umowy. Jeśli w tym czasie dostaniemy "co chcemy", to rezygnujemy z wyższego planu i przechodzimy na standard, a Revolut zwraca nam kasę :)

2. Rozmowa z konsultantem na czacie aplikacji. Revolut niby ma 500 polskich konsultantów, ale doświadczenie pokazuje, że i tak później trafia się na Chińczyka, korzystającego z translatora :) 

Powiem najpierw że pisanie maili, rozmowy na Facebooku lub Twitterze, nic nie dadzą, bo tam odpowiadają tylko na proste pytania, nie dotyczące bezpośrednio konta. Rozmowa poprzez aplikację, automatycznie weryfikuje naszą tożsamość, a "agent" może od razu podziałać na naszym koncie. 

Z moich obserwacji wynika, że konsultant może bardzo szybko przydzielić nam polski IBAN Revolut. 

Aby skorzystać z tej opcji należy: Wejść w aplikację mobilną Revolut -> “Profil” - kliknij w swoje zdjęcie lub inicjały na górze po lewej -> ikona znaku zapytania "Pomoc" -> ikona chmurki “Nowy czat” -> w rozmowie wpisz frazę "live agent", aby połączyć się z żywym doradcą. 

Jeśli pomogłem to miło będzie jeśli PODZIĘKUJESZ


Moja opinia o książce „Co powinniśmy jadać, a czego unikać. Dieta optymalna.” Dr Ewy Bednarczyk-Witoszek

0
COM


Moja opinia o książce „Co powinniśmy jadać, a czego unikać. 
Dieta optymalna.” Dr Ewy Bednarczyk-Witoszek




Książki Pani Ewy pokazał mi niedawno pewien ciekawy i sympatyczny Pan. Mimo że usłyszałem, że autorka leczy ludzi dietą opartą o grupę krwi, to postarałem się bardzo nie uprzedzać. Pomyślałem, że być może wszechświat podsunął mi teraz te książki w jakimś celu… Może miałem się czegoś z nich nauczyć… Dlatego też, po powrocie do domu, siadłem do komputera i zamówiłem dwie książki Pani doktor. Tę, wspomnianą oraz „Dietę Dobrych Produktów”. Kiedy książki przyszły, „zasiadłem” do „tytułowej” pozycji wieczorem… Przeczytałem 20 stron i zrozumiałem! Wszechświat chciał, bym przestrzegł ludzi przed czytaniem książek tej autorki!

Zanim napiszę, że mam wrażenie, że książka zawiera praktycznie same bzdury, to może odniosę się do tych 20 przeczytanych stron… A! Nie. Kurcze, już napisałem, co o tym sądzę :) Dobra lecimy!

Już we wstępie czytamy, że Pani Ewa w swoim programie żywienia czerpie dużo z Diety Kwaśniewskiego, czyli tej wciąż popularnej, opartej na najgorszej jakości tłuszczach, przed którą od lat jesteśmy przestrzegani. Zaznaczę, że to dopiero drugi akapit wstępu, a ja już widzę, że autorka czerpie wiedzę chyba jeszcze z czasów, kiedy mówiło się ludziom, że cukier jest zdrowy.

Kawałek dalej autorka porusza temat odżywiania zgodnego z grupą krwi, co było popularne pod koniec ubiegłego wieku i do dzisiaj nauka nie potwierdziła skuteczności tych metod.

Niektóre zdania, autorka buduje w takim sposób, że serio nie wiem co chciała w nich przekazać. Najpierw pisze, że „trudno przedawkować węglowodany”, jedząc m.in. ziemniaki, ale w następnym zdaniu, pisze, że należą one do „najsłodszych węglowodanów”, które trzeba kontrolować, jeśli je się je często. Nie kumam ani sensu używania określenia „najsłodsze”, ani dwóch nieco sprzecznych ze sobą zdań. Tutaj też autorka wymienia gorzką czekoladę pośród produktów węglowodanowych, a to produkt bardziej tłuszczowy, niż węglowodanowy.

W rozdziale I, już w pierwszym akapicie autorka proponuje dzienne proporcje makroskładników, ale robi to w sposób, który nie będzie zrozumiały dla „przeciętnego zjadacza chleba”. Zaprezentowane wartości należy przeliczyć „na kilogram masy ciała”. Według mojej wiedzy, proponowane przez autorkę przyjmowanie zaledwie 1g białka na 1kg masy ciała może być za mało, nawet dla osoby, która w ogóle nie jest aktywna fizycznie.

Na tej samej stronie, czytamy, że najbardziej wartościowym białkiem jest jest żółtko jaja. Rozumiem ten punkt widzenia, bo kiedyś było ono takim „punktem zero”. W tabelkach wartości biologicznej białek możemy zobaczyć, że naukowcy nadali mu wartość „100”, ale są inne, jeszcze bardziej wartościowe źródła białka. Taki izolat białka serwatki ma nadaną wartość aż 159 ;)

Ciut niżej czytamy sprzeczne ze sobą zdania. Najpierw, że wg Kwaśniewskiego zapotrzebowanie na białko jest najniższe i wynosi 50-60g na dobę, a w następnym zdaniu, że „inni autorzy polecają podobnie” – minimum 50g na dobę. To nie są jednoznaczne zdania. Dodam tutaj, że Pani Ewa zapomniała (a może nie) o tym, że zapotrzebowanie zależy od naszej wagi ciała i aktywności fizycznej. Autorka jeszcze „zauważa na sobie”, że „w stanie pełnego zdrowia (…) minimalizuje się potrzeba spożycia białka”. Nie wiem co tutaj miała na myśli, ale to zdanie brzmi dla mnie szkodliwie.

Na ostatniej (do której dotrwałem), dwudziestej stronie autorka przytacza słowa Kwaśniewskiego, że węglowodany są „mało wydajnym” produktem żywnościowym i mają niską wartość kaloryczną. Oba te określenia są błędne. Aby sprostować te tragiczne dane, powiem, że węglowodany mają identyczną wartość kaloryczną jak białka, czyli 4kcal na 1g, a produkty posiadające węglowodany w składzie mogą mieć nawet bardzo dużą gęstość kaloryczną. Ponadto węglowodany posiadają dużo niższy efekt termiczny, niż białka i organizm potrzebuje nawet 7x mniej energii zużyć na ich trawienie. Oznacza to, że węglowodany są najszybszym i najłatwiejszym źródłem energii dla organizmu.

Podsumowując.

Możliwe, że w książce znajduje się coś wartościowego, ale jej nie polecam nikomu. Ani osobie zaczynającej przygodę ze zdrowym odżywianiem, ani osobie, która ma już jakieś doświadczenie. Z moich obserwacji wynika, że Pani Ewa ma przestarzałą i nieuporządkowaną wiedzę. Osoba niedoświadczona nie będzie potrafiła „przecedzić” zawartych w książce informacji. Ktoś, kto chciałby uzupełnić wiedzę o nieznane sobie pojęcia, również powinien poszukać tej wiedzy gdzieś indziej, jeśli nie chce spędzać więcej czasu na weryfikacji danych w google, niż na samym czytaniu. Osobiście szkoda mi czasu na kontynuację czytania książek tej autorki.

Nieuczciwy biznes wróżbiarski w Internecie

1
COM
Już kiedyś pisałem podobny artykuł, opisujący moje doświadczenie z jasnowidzem Aronem. Dzisiaj przeczytacie o mafii ezoterycznej oraz mojej zaprzyjaźnionej wróżce ze Starachowic – mojego rodzinnego miasta w Woj. Świętokrzyskim.






Na początku, trochę o samym biznesie wróżbiarskim… Ta ezoteryczna część Internetu, która dotyczy wróżek i wróżenia z kart tarota została opanowana przez cwaniaków, którzy działają w nieuczciwy sposób na masową skalę. Kiedy wpiszecie w wyszukiwarce Google frazę „wróżka Starachowice” (wróżka Warszawa, wróżka Radom, wróżka Kielce itd.), to szybko nie natraficie na prawdziwą wróżkę, realnie znajdującą się w danym mieście. Większość wyników wyszukiwania prowadzi do stron automatycznie wygenerowanych przez boty, z tak dostosowaną treścią, aby akurat pasowała poszukującemu. Wśród tych nieuczciwie przygotowanych stron, można z pewnością odnaleźć i prawdziwe wróżki, które TYLKO w nieuczciwy sposób pozyskują swoich klientów. Osobiście mam wątpliwości, czy dzwoniąc pod jeden z tych drogich (około 4-5zł/minuta) numerów premium, można porozmawiać z prawdziwą wróżką, a nie z dobrze bujającą pracownicą infolinii. Wyniki wyszukiwania pokażą Wam strony, na których wróżka Tara w tej chwili jest ze Starachowic, ale jeśli szukacie w Poznaniu, to za chwilę wróżka Tara będzie z Poznania… Wróżka Sigita teraz jest w Gdańsku, ale za chwilę wróżka Sigita będzie w Łodzi. Należy mieć wątpliwości, czy to są osoby mające jakiekolwiek pojęcie o wróżeniu. Warto również mieć świadomość, że pewnie wróżka nie ma na imię Tatiana, ani nie wygląda nawet jak osoba ze zdjęcia. Lista stron, które Was oszukują, jest bardzo długa (np. jasnowidz.co.pl, ezoplaneta.pl, wrozka.net.pl, wrozkagauri.pl).


Osobiście mam mieszane uczucia co do wróżki Otylli, która z jednej strony jest „wszędzie”, ale pośrednio sama to tłumaczy na swoich stronach i posługuje się przejrzystym sposobem rozliczania za swoje usługi. Nie mniej, chyba przyznacie, że nie jest to zbyt fair, że wróżka Otylia robi podobne opisy jak ten poniżej, ale w każdym wpisane jest inne miasto...
„Jesteś z Jędrzejowa z świętokrzyskiego a może tylko przebywasz w Jędrzejowie i masz dosyć szukania sprawdzonej tarocistki ? Być może jestem kimś kogo szukasz.”
Jeśli chcę spotkać się fizycznie z wróżką, to tego typu wróżki, wprowadzają tylko zamieszanie i sprawiają, że dłużej poszukuję właściwej osoby.
Wróżka Otylia nie tylko „jest” w całej Polsce, ale również na wielu stronach internetowych (otylia.net, blog.otylia.pl, tarot-online.pl, wróżka.com itd.).


Gdybyście chcieli skorzystać z usług sprawdzonej i doświadczonej tarocistki, to mogę polecić Wam moją przyjaciółkę Iwonę Brudkę. Prowadzi ona w Starachowicach Gabinet Usług Psychotronicznych - Ezo "Pod Skrzydłami Aniołów". Kontakt do niej, jej ofertę i cennik znajdziecie na podlinkowanej stronie internetowej. Wróżka Iwona stawia karty zarówno na spotkaniu w gabinecie, jak i telefonicznie bądź podczas wideorozmowy Skype. Jeśli przebywacie w Świętokrzyskim i macie niedaleko, to może warto odwiedzić gabinet Pod Skrzydłami Aniołów w Starachowicach. Jeśli nie, to zachęcam do skorzystania z sesji Tarota na odległość. Będzie ona tak samo skuteczna, jak podczas fizycznego spotkania.

Osobiście nigdy nie chciałem poznać swojej przyszłości ani nie bardzo interesowały mnie odpowiedzi na jakieś prozaiczne pytania dotyczące życia codziennego. Nie mniej, od dawna ciekawi mnie temat reinkarnacji oraz karmy, którą musimy przepracować w aktualnym życiu.

To jest odpowiedź Iwony, na pytanie o moje poprzednie wcielenia:

„Twój rozwój w obecnym wcieleniu zastał przyspieszony, a nawet skierowany w odpowiednim kierunku. Masz obecnie bardzo dobre warunki, aby nadrobić i nauczyć się tego, co zaniechałeś w ostatnich żywotach.
Twoja dusza nauczyła się łapać okazje we wszystkich sytuacjach. Zrozumiałeś, że nic nie trwa wiecznie i że momentami nie będziesz „pasować” do niektórych chwil, dlatego duchowo je akceptujesz.
To wcielenie, które się ujawniło wskazuje na bycie kobietą. Żyłeś w dostatku. Wykonywałeś odpowiedzialną pracę. Możliwe nawet, że do twoich obowiązków było czuwać nad miejscem jakiegoś kultu. Zdobyłeś jakieś umiejętności, które na tamte czasy były jakaś tajemnica lub niedostępne dla przeciętnej osoby.
Co jest ważne, w poprzednim życiu zaniedbałeś miłość i szacunek do samego siebie. Wciąż nie wierzysz w siebie tak, jak powinieneś. Negujesz siebie. Często masz obawy co do słuszności własnych poczynań, choć wiesz, że wiele spraw poszło w dobrym kierunku. Teraz ważna jest prawidłowa cierpliwość.
Dużo mądrości i prawości zostało Ci po tym wcieleniu. Zostawiłeś dużo dobrej karmy.
W tamtym czasie urodziłeś się jako dziewczynka w dość zamożnej rodzinie. Gdy twój wiek wskazywał gotowość do ślubu, tak też się stało. Z małżeństwa pierwsze: syn i później parę córek. Za twojego żywota toczyły się bitwy. W wieku średnim zakochałaś /eś się w jakimś mężczyźnie, obcokrajowcu. Z tego romansu było dziecko. Dożyłeś wieku późnego. Odszedłeś nie chorując.”


W odpowiedzi na moje dodatkowe pytania dowiedziałem się, że:

„Pokazał się 17 wiek opisywanego wcielenia. Państwo Francja lub Anglia. Ewentualnie żyjesz wtedy w tych dwóch państwach lub coś Cię z jednym z nich mocno łączyło (może ta miłość ... pamiętasz... cudzoziemiec). Dusza jest doświadczona i mądra. To minimum piąte lub z liczbą 5* wcielenie”.


Gdybyście chcieli dowiedzieć się coś równie ciekawego o sobie bądź poznać przewidywania co własnej przyszłości, to zachęcam do kontaktu z Iwonką :)